OKIENKO EKSPERTA

SEZON NA INFEKCJE… SEZON NA… DEPRESJĘ?

Sezon na infekcje ma się dobrze… Zdecydowanie gorzej jest z naszym nastrojem – wciąż przeważają szare dni, a dodatkowo ciągle słyszymy: że powinniśmy uważać, że ktoś kaszle, że ktoś kicha, albo źle się czuje… że lepiej unikać dużych skupisk ludzi i ten niepokój: czy ze szkoły lub z przedszkola dziecko nie przyniesie żadnej choroby…?

Nikt z nas nie chce leżeć w domu: z katarem, gorączką i górą lekarstw – ale dla rodziców, którzy opiekują się obłożnie, przewlekle i nieuleczalnie chorymi, niesamodzielnymi córkami i synami… to czas stresu i ogromnego strachu. Dla osób, które mają mnóstwo problemów ze zdrowiem – każde dodatkowe obciążenie organizmu jest ogromnym zagrożeniem…
„No niestety… jeśli chodzi o Bartusia, to nawet najdrobniejsza infekcja jest bardzo groźna… u niego już zwykły katar może spowodować powikłania i zakończyć się śmiercią… jesteśmy więc tak bardzo przewrażliwieni na punkcie jakiejkolwiek infekcji – że wolimy nawet pełną izolację, niż dopuścić do czegoś nawet tak błahego jak katar…” Wiele takich domów, w tym okresie: podwyższonego ryzyka… staje się twierdzą: „Praktycznie nigdzie z nim nie wychodzimy. Nie pozwalamy na to, aby ktoś – kto ma nawet malutki katar – przyszedł do nas.”

„Na pewno jest strach… ja najbardziej boję się, że leki w domu nie pomogą i trzeba będzie iść do szpitala… ale staram się nie zamykać na odwiedziny, bo przed wirusami nie uciekniemy. Jeżeli ktoś mnie odwiedza, to wtedy czuję się lepiej…” – mówi mama Szymona i podkreśla, jak ciężko jest udźwignąć psychicznie już sam fakt, że w domu ma nieuleczalnie chorego, niesamodzielnego syna… robi więc wszystko, żeby pokonać lęk przed infekcjami i stara się myśleć, że nie trzeba będzie się z nimi zmierzyć: „Siedzę z nim sama i gdybym myślała jeszcze o tym, że od każdego mógłby się zarazić… to bym już dawno oszalała, a na moją nerwicę nawet leki by nie pomogły… przecież każdego dnia, córki mogą coś przynieść ze szkoły – a sama pogoda też jest jaka jest… więc pocieszam się, że już niedługo może będzie lepiej. Jeżeli mam kontakt z bliskimi znajomymi – to wtedy odrywam się na chwilę od wszystkiego. Pomaga też czytanie książek.”

Przed całkowitą izolacją, przestrzega Urszula Węgrzyk – psycholog Małopolskiego Hospicjum dla Dzieci… przypominając, że sezon na przeziębiania i grypę – sprzyja stanom depresyjnym:

„Okres infekcyjny nie tylko oddziałuje na nasze samopoczucie fizyczne… ale i psychiczne. Wpływa na obniżenie nastroju i może wywoływać zmęczenie, podenerwowanie, złość, a także głęboki smutek. Wynika to z faktu, że podczas choroby jesteśmy osłabieni, nie mamy na nic siły, często źle śpimy, musimy leżeć w łóżku. To niestety nie sprzyja pozytywnemu nastrojowi. Tym bardziej ten, znienawidzony przez wszystkich okres – wpływa na podopiecznych Hospicjum i ich rodziny. Zagrożenie infekcjami wywołuje w rodzicach przerażenie… Dlaczego? Ponieważ ich dzieci już są chore… a każda dodatkowa zmiana – tym bardziej taka, która może diametralnie wpłynąć na samopoczucie i stan córki lub syna – jest ogromnym problemem. Wszystkie nasze rodziny, jak ognia unikają dodatkowych zagrożeń. Może to jednak doprowadzić do: zamknięcia się w domach, braku kontaktu z bliskimi… a w efekcie: spadek nastroju, smutek, odcięcie się od świata i wsparcia. Dlatego właśnie to wsparcie jest tak ważne… zwłaszcza w tym nieprzyjemnym sezonie. Rodzice! Otaczajcie się bliskimi, miejcie z nimi kontakt – choćby telefoniczny. Nie odrzucajcie wsparcia – również tego specjalistycznego, które zapewnia nasz zespół w Hospicjum. I nie zapominajcie o sobie… Poprawiajcie sobie humor – na tyle, na ile możecie – i dbajcie o siebie. Jesteście największą podporą dla swoich dzieci, ale żeby one miały siłę… najpierw musicie mieć ją Wy…”

Pokaż więcej

Artykuły powiązane

Close
Close