OKIENKO EKSPERTA
(nie)ZWYKŁA OKAZJA DO UŚMIECHU…

“Jak powinniśmy się zachować, gdy odwiedzamy rodzinę – w której jeden z domowników jest nieuleczalnie chory, niepełnosprawny czy niesamodzielny?” – często otrzymujemy takie pytania. Zadają je osoby, które przyznają, że mają obawy – związane z tym, czy zareagują właściwie, gdy już przekroczą próg takiego domu. Nierzadko stresują się, że zrobią coś niestosownego… zranią albo sprawią przykrość.
A jakie są oczekiwania, ze strony bliskich podopiecznych hospicjum?
Na pewno nie chcą naszego zakłopotania… Nie chcą, żebyśmy odczuwali niepokój przed takim spotkaniem…
Anna Bulga, pielęgniarka Małopolskiego Hospicjum dla Dzieci – radzi, żeby nie myśleć o tym, że przychodzimy do osoby chorej, niepełnosprawnej lub niesamodzielnej… Jeżeli po prostu przywitamy się – z uśmiechem na twarzy… To ten uśmiech zostanie odwzajemniony – a reszta… będzie już dużo łatwiejsza.
„Zachowujmy się zwyczajnie… Tak, jak podczas każdego spotkania ze znajomymi. Przychodzimy, jak do zdrowej osoby – zwróćmy się do niej… nie pomijajmy jej. Jeżeli to jest dziecko, to podejdźmy do niego… Powiedzmy: “Jak ładnie rośniesz!” Owszem, najtrudniejszy jest ten pierwszy moment… Postarajmy się jednak nie patrzeć, jak na osobę biedną, cierpiącą i nieszczęśliwą – to odwiedziny, jak każde inne… u zwyczajnej rodziny.
Te osoby i ich bliscy – nie potrzebują współczucia i nie chcą litości. Potrzebują natomiast, żeby z nimi być… żeby wspierać.”
Najlepszym przykładem – są URODZINY DZIECI. Mogłoby się wydawać, że dla podopiecznych hospicjum – to nie może być radosny dzień… Nic bardziej mylnego! Zawsze dbamy o to – aby było wspaniale i kolorowo… bo przecież wszystkie dzieci – mają swoją, ważną datę w kalendarzu.
„To bardzo wesoły moment! Wchodzimy z balonami, jest tort… czyli wszystko przebiega tak, jak u każdego dziecka. Nie traktujemy tego tak, jakby to mogły być ostatnie urodziny…
Tylko po prostu – to są kolejne urodziny. Odpowiednie nastawienie i atmosfera powodują – że nie czuje się tej choroby… są uśmiechy, śpiewy, zabawy, prezenty – staramy się to tak zorganizować, żeby było to takie święto rodzinne.”
Sami rodzice też, często – w miarę możliwości – starają się żyć tak, żeby tę chorobę oswoić… żeby była ona dla nich, jak najmniej widoczna. Jak tylko mogą, to decydują się na wspólne wyjazdy, spacery i przyjemności. Nie chcą wtedy wzbudzać sensacji i wywoływać ciekawości – nie chcą czuć się w ten sposób „wyjątkowi”. Pomimo gorszych dni, ogromnego smutku i wielu wylanych łez – szukają najzwyklejszych okazji do uśmiechu…



